Nauczyłam się wiele w tym okresie mojego życia. Surowa rzeczywistość, że kobiety mają datę ważności, wydaje mi się niesamowicie niesprawiedliwa. A przez datę ważności rozumiem zarówno to, co wewnątrz, jak i na zewnątrz – nasze starzejące się ciała są oceniane przez społeczeństwo. Na przykład ja coraz bardziej nie lubiłam swojego starzejącego się ciała, mojego „ciała niezdolnego do poczęcia” z „starzejącym się wyglądem”. Ale zostanie matką zmieniło mnie. Pozytywne nastawienie, które miałam, gdy byłam przekonana, że zajdę w ciążę. Mimo że według lekarzy było to niemożliwe, uświadomiło mi to, że mogę wykorzystać to nastawienie we wszystkich aspektach życia.
Walczyłam ciężko, by zajść w ciążę i w końcu trzymać syna w ramionach. W trakcie tego procesu poznałam wiele kobiet, które nie miały tyle szczęścia, co również uświadomiło mi, jak wyjątkowy jest cały proces życia. Nasze społeczeństwo przywiązuje wielką wagę do powierzchownego wyglądu i materializmu. Ale życie nie jest czymś oczywistym, to dar, i to nie tylko z powodu nowo narodzonych cudownych dzieci. To dar być po prostu żywym. Nauczyłam się być wdzięczna za to, co mam, za moje piękne ciało, które mimo przeciwności potrafiło urodzić dziecko. Moje twarzy z wszystkimi zmarszczkami, od trosk, od smutku, ale także od całej radości, którą miałam w życiu.
Po tym, jak zostałam matką, zaczęłam inaczej patrzeć na własny proces starzenia się. Prawie wszystko, co było dla mnie ważne, gdy byłam młodsza, już takie nie jest. Kiedy byłam młoda, brałam życie za coś oczywistego; teraz wiem lepiej. Moim zdaniem, to strata czasu martwić się o zmarszczki czy siwe włosy.
Staram się przestać patrzeć na siebie w lustrze z wielką samokrytyką. Patrzenie na siebie łagodnym wzrokiem to moja nowa ja. W naszym społeczeństwie, które obsesyjnie skupia się na młodości, uważamy się za gorszych, gdy osiągamy wiek średni. Czy to nie smutne? Że za każdym razem, gdy patrzysz w lustro, myślisz, że nie jesteś wystarczająco dobra? Za stara, by urodzić dziecko i za stara dla społeczeństwa, bo zaczynasz mieć zmarszczki i/lub siwe włosy.
Dlatego dziś praktykuję to samo nastawienie i wdzięczność wobec swojego starzejącego się ja, co czyni mnie szczęśliwszą. Niedawno uświadomiłam sobie, że dałam się porwać „ruchowi przeciwstarzeniowemu”. W pewnym momencie zrozumiałam, że mogę zmienić swoje kanały myślowe i zaczęłam przełączać się z negatywnych myśli na pozytywne. Codzienne myśli o wdzięczności za dobre rzeczy w moim życiu, że starzenie się to przywilej, że zasłużyłam na każdą zmarszczkę. Dziś liczę swoje błogosławieństwa, a nie linie na twarzy, i to mnie uszczęśliwia. Nie działa to codziennie, ale jest coraz lepiej.
Wszystkiego najlepszego, Finn, kocham cię bardziej niż samo życie. Buziaki